
Ratunku! Wychodzę za mąż!
Tę zgrabną autoreklamę umieścimy z koleżankami na transparencie, który zamierzamy sprezentować naszej pannie na wydaniu podczas jej ostatniej dzikiej imprezy przed zamążpójściem. Wyprawianie wieczorków panieńskich to teraz prawdziwy biznes!
Moja przyjaciółka wychodzi za mąż. Weselne dzwony zabiją już za niecały miesiąc, dlatego przyszła pora na wysiłek logistyczny, jakim jest zorganizowanie wieczorka panieńskiego. Od wielu lat wiedziałam, że jestem mianowana na kierownika tej imprezy, ale dopiero po rozpoczęciu wstępnych przygotowań zdałam sobie sprawę z dwóch faktów. Po pierwsze, organizując ten jeden jedyny wieczór, trzeba mieć w głowie prawdziwy arkusz Excella, by zapamiętać wszystko co ważne i obmyślić chytry i niestandardowy plan balangi. Po drugie - zajęcie to wcale nie jest przewidziane tylko dla świadka czy przyjaciółki narzeczonej. Na planowaniu wieczorków można teraz zarabiać!
Ola zobaczy, na co stać jej przyjaciółki dopiero za
kilkanaście dni, więc nie będę opisywać szczegółów naszych swawoli,
jakie przewidujemy na ten wieczór. Ale buszując po internecie,
przekonałam się, że obecnie człowiek przedsiębiorczy, żeby osiągnąć
sukces, wcale nie musi poświęcić bardzo wiele. Wystarczy kreatywność,
trochę znajomości psychologii jednostki zestresowanej (jaką z pewnością
jest każda dziewczyna, która za kilka dni ma włożyć obrączkę na palec)
i gotowość do założenia własnej działalności gospodarczej, by wbić się
w niszę i założyć firmę organizującą wieczorki panieńskie i
kawalerskie, imprezy integrujące rodziny państwa młodych czy zestaw
ślub+wesele.
Różnorodność ofert i propozycji, jakie uzyskamy
po wpisaniu do google hasła "wieczorek panieński" zachwyca i przeraża
jednocześnie. Mamy tu reklamy firm, które za odpowiednią (niemałą!)
opłatą zbiorą chętne uczestniczki, kontaktując się z koleżankami panny
młodej, zarezerwują lokal, wymyślą zabawy, nakreślą szlak wędrówki
podczas ostatniej szalonej nocy przed ślubem a także dopilnują, by całe
miasto wiedziało, kto za chwilę porzuca stan panieński. W internecie
znajdziemy też propozycje dla przyjaciółki/świadkowej, która chce wziąć
organizację na siebie - sprawdzone pomysły, adresy lokali, które mają
już doświadczenie w takich "akcjach", namiary na sklepy z odpowiednimi
gadżetami na tę szczególną imprezę. Są też - a jakże - konkretne
propozycje ze strony panów, parających się "tańcem egzotycznym".
Mężczyźni ci żadnej pracy się nie boją, a ich cennik bywa bardzo
szczegółowy i obejmuje takie pozycje jak "sam taniec", "taniec i
wodzirejstwo podczas zabawy z panną młodą", "interwencja jako stróż
prawa i taniec na kolanach panny młodej jako forma mandatu" czy
wreszcie bliżej niesprecyzowane "inne usługi" [sic!].
Ponieważ
budżet panieńskiego trzeba racjonalnie dostosować do możliwości gości,
a także ze względu na cokolwiek bezosobowy charakter działań firmy,
parającej się organizacją takich przyjęć, postanowiłam polegać na
pomysłach i możliwościach, jakimi dysponujemy w gronie uczestniczek (w
końcu kto zna Olę lepiej niż my, jej koleżanki). Skorzystałam z
przydatnych adresów sklepów z dekoracjami - są tam prawdziwe cudeńka,
od taśmy stylizowanej na tej policyjnej, odgradzającej miejsce
przestępstwa, tylko z napisem "uwaga! wieczór panieński!", przez welony
z różkami dla bohaterki wieczoru i zdobione "diamentami" przyszłościowe
prezenty dla panny młodej typu wałek do ciasta czy szczotka ze zmiotką.
Przebojem jest jednak motyw małego penisa, umieszczany praktycznie
wszędzie: na słomkach do napojów, na koszulkach, spinkach do włosów,
świeczkach... Nie wszystkie przypadły mi do gustu, ale wybór na pewno
jest bogaty.
Jako osoba niezorientowana w temacie (to pierwszy
wieczór panieński, na którym będę, także w roli organizatorki)
podpytałam o zwyczaj zapraszania striptizera bardziej obyte koleżanki.
Okazuje się, że rynek nie jest wyselekcjonowany - przynajmniej jeśli
chodzi o realia toruńskie. Są podobno panowie, którzy naoglądali się za
dużo filmów dla dorosłych albo teledysków disco-polo i ich występ
przypomina jedno albo drugie kuriozum. Są też tacy, którzy chcą się
bawić z uczestniczkami imprezy także poza swoją "częścią artystyczną" i
nie dają się wyprosić. Są też niestety także tacy, którzy swoim urokiem
mogą zdawać się przewyższać walory pana młodego, co jest już
niebezpieczne. Jak widać, ten element wieczoru, choć nieobowiązkowy i z
pewnością wzorowany na "zgniłym Zachodzie", może okazać się przebojem
albo totalną porażką. Faceci, którzy dorabiają sobie takimi pokazami,
imponująco zorganizowali się w grupy, zespoły, czytałam nawet o grupce,
która ma swojego impresario - ale moim skromnym zdaniem należałoby
nieco zewrzeć szeregi, zwłaszcza w nieco mniejszych miastach, ponieważ
poczta pantoflowa nie zawsze działa skutecznie, a potrzeba jednak
istnieje!
Mam nadzieję, że nasz wieczorek, który przygotowywany
jest od blisko dwóch tygodni, wypali i okaże się sukcesem. Trzymam
kciuki, by panna młoda miała wypieki, dobrze się bawiła i niekoniecznie
chciała pokazywać zdjęcia z tego wydarzenia swojemu małżonkowi. Bo
zwyczaj urządzania wieczorków panieńskich może i jest niepolski i
obecnie trochę przymusowy, ale wystarczy się trochę postarać, by nie
tylko panna młoda miała z niego niezapomniane wrażenia.
Marta Nienartowicz






